środa, 11 czerwca 2014

GoT

Nie mam na nic czasu ani nawet pomysłu na nic nie mam. Powód - zostałam śmiertelnie zarażona.
Syn wrócił (połowicznie co prawda) do domu i od razu w pierwszy dzień mnie zaraził GoT. Czyli "Game of Thrones". Czyli "Gra o Tron".
I tak, od zeszłego weekendu, nie robię nic tylko oglądam. W piątek i sobotę padła pierwsza seria, drugą zaczęłam jeszcze w sobotę wieczorem. Wczoraj zdołałam "zrobić" tylko dwa odcinki. Drugi i trzeci serii czwartej. Biorąc pod uwagę że serii jest cztery, z czego każda po dziesięć odcinków, każdy odcinek trwa około godziny, spędziłam na oglądaniu serialu trzydzieści trzy godziny, nie licząc czasu kiedy zacinał mi się internet. Nieźle. To kiedy ja śpię, kiedy pracuję??????
Szkoda że niewiele mi już zostało. Tylko siedem. No ale zaczyna się Mundial ;-)
Zamieniam się w zombie....


sobota, 7 czerwca 2014

Jak uszczesliwic kobiete w sobote rano

Dzien dzisiaj jest piekny i sloneczny, co prawda pare chmurek na niebie sie juz pokazalo, ale co tam chmurki, jak sloneczko swieci. Z radosnym nastawieniem zerwalam sie z pieleszy wczesnym rankiem (!) o godzinie 9.30 rano. Coz, koty nie budzily mnie z jakiegos powodu, to dlaczego mialam sobie nie polezec? No ale widocznie juz dluzej czekac nie mogly, padlyby pewnie z glodu, wiec jednak Tiggy przyszedl w koncu sprawdzic czy jeszcze zyje...
A kiedy tak pakowalam im zarcie do miseczek, klapka w drzwiach sie poruszyla i do domu wpadlo kilka listow. I jeszcze cos. I to cos sprawilo ze kobieta i tak juz dosc radosna i wesola z powodu ciepla i slonecznego blasku, rozpromienila sie tak ze juz bardziej chyba nie mozna, szczerzac w usmiechu wszystkie swoje (a ma jeszcze tyle ile trzeba z wyjatkiem osemek) zeby.

Chcecie zobaczyc?
Z duma przedstawiam co przyniosl pan listonosz.
Tadam!




Gosiu, tego sie nigdy, przenigdy nie spodziewalam. Dziekuje Ci serdecznie, dzieki Tobie moja sobota jest jeszcze jasniejsza i przyjemniejsza. Ty naprawde wiesz jak ludziom sprawiac radosc...

P.S. Specjalnie zrobilam powiekszenie daty ze znaczka. To niebywale ze z takiej Japonii kartka idzie do mnie 4 dni, a z Polski niekiedy tydzien... 


piątek, 6 czerwca 2014

Humor na piątek

Dzisiaj będzie o zwierzątkach.


***
Idzie stary byk po łące z młodym byczkiem. W pewnym momencie młody woła do starego na widok stadka jałówek:
- Chodź podbiegniemy szybciutko i przelecimy parę.
Na co stary:
- Po pierwsze nie podbiegniemy, tylko podejdziemy, po drugie nie szybciutko, tylko po woli, a po trzecie nie parę tylko wszystkie.


***
Przychodzi zajączek do sklepu niedźwiedzia:
- Jest chleb dwukilogramowy?
- Nie, jest jednokilogramowy.
Następnego dnia:
- Jest chleb dwukilogramowy?
- Nie, jest jednokilogramowy.
Niedźwiedź postanowił upiec chleb dla zajączka.. Przychodzi zajączek:
- Jest chleb dwukilogramowy?
- Jest!
- To poproszę połowę...


***
Pewna pani wybrała się do Afryki na safari i zabrała ze sobą swojego pupila - pudelka. W trakcie wyprawy piesek wypadł z jeepa, czego nikt nie zauważył. Biegł za samochodem, biegł, biegł... ale nie dogonił. Nagle słyszy gdzieś za sobą szelest i kątem oka dostrzega zbliżającego się lamparta. Zadrżał ze strachu, przed oczami przeleciało mu całe życie. Wtem jednak patrzy, a kawałek dalej w trawie leżą jakieś poobgryzane szczątki.
"Może nie wszystko stracone" - myśli pudelek i dopada do padliny. Lampart wyłazi z krzaków, patrzy - a tam jakiś dziwaczny mały stwór coś zajada, ciamka, mlaska. Lampart już - już ma na niego skoczyć, ale słyszy jak stwór mruczy do siebie: "Mmmm... jaki smaczny ten lampart... rarytas... mięsko palce lizać... a kosteczki - co za rozkosz...".
Lampart przeraził się i dał nura w krzaki. "Całe szczęście, że mnie nie widział ten mały diabeł, bo zeżarłby mnie jak dwa razy dwa" - myśli uciekając. Pudelek odetchnął, ale zauważył, że na drzewie siedzi małpa, która najwyraźniej obserwowała całą sytuację, bo minę ma zdziwioną. Nagle małpa puszcza się biegiem za lampartem i wrzeszczy. "Oj, niedobrze" - myśli pudelek. "Ta cholerna małpa wszystko mu wygada. Co robić?"
Małpa faktycznie dopada lamparta i opowiada mu, jak to został wystrychnięty na dudka. Lampart wnerwił się strasznie. Kazał małpie wsiąść mu na grzbiet i wrócić ze sobą na polankę, żeby była świadkiem tego, jak rozprawi się z tym stworem. Wracają, patrzą, a tam pudelek rozwalony na grzbiecie, dłubie w zębach pazurem i gada do siebie: "Gdzie do cholery ta małpa? Wysłałem ją po kolejnego lamparta, a ta cholera, nie wraca i nie wraca..."


***
Chłop miał 200 kur i ani jednego koguta. Poszedł do sąsiada, kupić tak ze trzy na początek.
A sąsiad na to:
- Ale po co trzy? Słuchaj stary - ja ci sprzedam Kazia. Kazio to jest taki kogut, że ci te wszystkie 200 kur spoko obsłuży.
OK, po trzeciej wódce dobili targu, chłop wrócił z Kaziem do gospodarstwa, wypuścił go z klatki i mówi:
- Słuchaj Kaziu - to jest teraz twoje gospodarstwo, 200 kur na ciebie czeka, wyluzuj się, jesteś tu jedynym kogutem, nie ma co się spieszyć, tylko mi się nie zmarnuj - kupę kasy za Ciebie dałem.
Ledwo skończył mówić, SRU! Kaziu wpadł do kurnika. Przeleciał wszystkie kury kilka razy, tylko pierze leciało. SRU! Poleciał do budynku obok gdzie były kaczki - to samo. Chłop krzyczy, próbuje go hamować. Ale gdzie tam! SRU! Poszedł Kazio za stadem gęsi i zniknął w oddali. Rano chłop wstaje, patrzy - leży Kaziu na podwórku, kompletna padlina. Nad nim krążą sępy. Podbiega i krzyczy:
- A widzisz Kaziu, mówiłem Ci, daj spokój, tyle kasy w błoto...
A Kaziu otwiera jedno oko i syczy przez zaciśnięty dziób:
- Cśśś, spie*dalaj, bo mi sępy spłoszysz!!!

Udanego weekendu!