sobota, 7 czerwca 2014

Jak uszczesliwic kobiete w sobote rano

Dzien dzisiaj jest piekny i sloneczny, co prawda pare chmurek na niebie sie juz pokazalo, ale co tam chmurki, jak sloneczko swieci. Z radosnym nastawieniem zerwalam sie z pieleszy wczesnym rankiem (!) o godzinie 9.30 rano. Coz, koty nie budzily mnie z jakiegos powodu, to dlaczego mialam sobie nie polezec? No ale widocznie juz dluzej czekac nie mogly, padlyby pewnie z glodu, wiec jednak Tiggy przyszedl w koncu sprawdzic czy jeszcze zyje...
A kiedy tak pakowalam im zarcie do miseczek, klapka w drzwiach sie poruszyla i do domu wpadlo kilka listow. I jeszcze cos. I to cos sprawilo ze kobieta i tak juz dosc radosna i wesola z powodu ciepla i slonecznego blasku, rozpromienila sie tak ze juz bardziej chyba nie mozna, szczerzac w usmiechu wszystkie swoje (a ma jeszcze tyle ile trzeba z wyjatkiem osemek) zeby.

Chcecie zobaczyc?
Z duma przedstawiam co przyniosl pan listonosz.
Tadam!




Gosiu, tego sie nigdy, przenigdy nie spodziewalam. Dziekuje Ci serdecznie, dzieki Tobie moja sobota jest jeszcze jasniejsza i przyjemniejsza. Ty naprawde wiesz jak ludziom sprawiac radosc...

P.S. Specjalnie zrobilam powiekszenie daty ze znaczka. To niebywale ze z takiej Japonii kartka idzie do mnie 4 dni, a z Polski niekiedy tydzien... 


piątek, 6 czerwca 2014

Humor na piątek

Dzisiaj będzie o zwierzątkach.


***
Idzie stary byk po łące z młodym byczkiem. W pewnym momencie młody woła do starego na widok stadka jałówek:
- Chodź podbiegniemy szybciutko i przelecimy parę.
Na co stary:
- Po pierwsze nie podbiegniemy, tylko podejdziemy, po drugie nie szybciutko, tylko po woli, a po trzecie nie parę tylko wszystkie.


***
Przychodzi zajączek do sklepu niedźwiedzia:
- Jest chleb dwukilogramowy?
- Nie, jest jednokilogramowy.
Następnego dnia:
- Jest chleb dwukilogramowy?
- Nie, jest jednokilogramowy.
Niedźwiedź postanowił upiec chleb dla zajączka.. Przychodzi zajączek:
- Jest chleb dwukilogramowy?
- Jest!
- To poproszę połowę...


***
Pewna pani wybrała się do Afryki na safari i zabrała ze sobą swojego pupila - pudelka. W trakcie wyprawy piesek wypadł z jeepa, czego nikt nie zauważył. Biegł za samochodem, biegł, biegł... ale nie dogonił. Nagle słyszy gdzieś za sobą szelest i kątem oka dostrzega zbliżającego się lamparta. Zadrżał ze strachu, przed oczami przeleciało mu całe życie. Wtem jednak patrzy, a kawałek dalej w trawie leżą jakieś poobgryzane szczątki.
"Może nie wszystko stracone" - myśli pudelek i dopada do padliny. Lampart wyłazi z krzaków, patrzy - a tam jakiś dziwaczny mały stwór coś zajada, ciamka, mlaska. Lampart już - już ma na niego skoczyć, ale słyszy jak stwór mruczy do siebie: "Mmmm... jaki smaczny ten lampart... rarytas... mięsko palce lizać... a kosteczki - co za rozkosz...".
Lampart przeraził się i dał nura w krzaki. "Całe szczęście, że mnie nie widział ten mały diabeł, bo zeżarłby mnie jak dwa razy dwa" - myśli uciekając. Pudelek odetchnął, ale zauważył, że na drzewie siedzi małpa, która najwyraźniej obserwowała całą sytuację, bo minę ma zdziwioną. Nagle małpa puszcza się biegiem za lampartem i wrzeszczy. "Oj, niedobrze" - myśli pudelek. "Ta cholerna małpa wszystko mu wygada. Co robić?"
Małpa faktycznie dopada lamparta i opowiada mu, jak to został wystrychnięty na dudka. Lampart wnerwił się strasznie. Kazał małpie wsiąść mu na grzbiet i wrócić ze sobą na polankę, żeby była świadkiem tego, jak rozprawi się z tym stworem. Wracają, patrzą, a tam pudelek rozwalony na grzbiecie, dłubie w zębach pazurem i gada do siebie: "Gdzie do cholery ta małpa? Wysłałem ją po kolejnego lamparta, a ta cholera, nie wraca i nie wraca..."


***
Chłop miał 200 kur i ani jednego koguta. Poszedł do sąsiada, kupić tak ze trzy na początek.
A sąsiad na to:
- Ale po co trzy? Słuchaj stary - ja ci sprzedam Kazia. Kazio to jest taki kogut, że ci te wszystkie 200 kur spoko obsłuży.
OK, po trzeciej wódce dobili targu, chłop wrócił z Kaziem do gospodarstwa, wypuścił go z klatki i mówi:
- Słuchaj Kaziu - to jest teraz twoje gospodarstwo, 200 kur na ciebie czeka, wyluzuj się, jesteś tu jedynym kogutem, nie ma co się spieszyć, tylko mi się nie zmarnuj - kupę kasy za Ciebie dałem.
Ledwo skończył mówić, SRU! Kaziu wpadł do kurnika. Przeleciał wszystkie kury kilka razy, tylko pierze leciało. SRU! Poleciał do budynku obok gdzie były kaczki - to samo. Chłop krzyczy, próbuje go hamować. Ale gdzie tam! SRU! Poszedł Kazio za stadem gęsi i zniknął w oddali. Rano chłop wstaje, patrzy - leży Kaziu na podwórku, kompletna padlina. Nad nim krążą sępy. Podbiega i krzyczy:
- A widzisz Kaziu, mówiłem Ci, daj spokój, tyle kasy w błoto...
A Kaziu otwiera jedno oko i syczy przez zaciśnięty dziób:
- Cśśś, spie*dalaj, bo mi sępy spłoszysz!!!

Udanego weekendu!


środa, 4 czerwca 2014

BB

BB zazwyczaj znaczy Bed and Breakfast. Czyli pokój hotelowy ze śniadaniem.
W slangu angielskim znaczyć może też:
- be back (będę z powrotem)
- bye bye (do widzenia)
- baby (kochanie)
- best before (najlepsze przed)
i wiele wiele innych.
Dla mnie dzisiaj BB znaczy - Beauty Blender! Już wyjaśniam.

Na moje szczęście ale także utrapienie (!) mam koleżankę która jest beauty therapist, czyli pania która zajmuje się wszelkiego rodzaju zabiegami upiększająco-kosmetycznymi. I tu właśnie, wszem i wobec oświadczam że ta pani doprowadzi mnie do bankructwa, normalnie do bankructwa! Chociaż trzeba jej przyznać że wiele trików kosmetycznych które mi podaje to są proste przepisy z babcinej apteki, a które działają cudownie. No bo przecież każdy ma w domu miód czy kawę, czy jogurt czy cytrynę... A kremy które mi poleca wcale nie są z tej najwyższej półki. No ale ja dla mnie krem musi mieć odpowiednią cenę żeby działał, a już jak ma w nazwie "Laser" to ja się podniecam jak chorąży nowym glockiem.
Tym razem nie o kremie jest mowa a o tym najnowszym wynalazku, czyli specjalnej, super odlotowej gąbce do nakładania makeupu, która nie jest gąbką bo jest zrobiona z jakiegoś specjalnego materiału, a która to czyni podobno cuda na kobiecej twarzy. Tanie to nie jest bo pojedynczo kosztuje 13 funtów, w Polsce jakieś 79 złotych - podaję linka jakby ktoś chciał. A można też sobie poczytać na stronie producenta.
Więc kiedy mi moja zaufana kosmetyczna koleżanka nakazała wręcz sobie zakupić to cudo, wahałam się tylko do najbliższej wypłaty. Zakupiłam cały komplet, czyli 2 gąbki plus płyn do ich czyszczenia, a co, jak szaleć to szaleć :-) I oto dziś, nadeszło pocztą.
Świeże, pachnące, nieśmigane, nie wyjęte jeszcze z pudełka, fotografia prosto z biurka, oto ono:


Będę wypróbowywać jutro. Moje cudowne, nowe, miękkie różowe jaja...
Pozdrawiam!