Znowu wieje. Nie żeby jakoś strasznie, chociaż ogłosili "pomarańczowy alert", czyli mocne wichury. W dodatku padał wczoraj deszcz i nawet kot nie bardzo miał ochotę na wychodzenie z domu. No kilka razy mu się udało przezwyciężyć lenistwo, bo przecież natura wzywa, ale generalnie to raczej w domu, a zwłaszcza na parapecie. Szkoda że nie pomyślałam o zrobieniu zdjęcia, ale wyglądało to tak komicznie, że zamiast szukać aparatu, pokładaliśmy się wszyscy ze śmiechu, gdy kociul wgramolił dupsko na parapet, poleżał chwilę bez ruchu, po czym obie przednie łapy położył na kaloryferze i je sobie grzał. I patrzył zdziwiony na tę naszą radość, że jak to, to my sobie cztery litery grzejemy na kaloryferach a kotu łapek nawet nie wolno? Wyglądało to komicznie bo... tylko te miękkie części kocich łap dotykały kaloryfera, te z poduszeczkami, jak ludzkie dłonie.
W nocy kot zwykle siedzi na parapecie w "swoim" pokoju albo nie wiem gdzie, bo przecież staram się spać. W nocy kaloryfery nie grzeją. W nocy jeżeli kot chce spać, najczęściej zasypia na jednym ze swoich dwóch łóżek. Do naszej sypialni przychodzi tylko około 3-4 w nocy sprawdzić czy żyjemy, przed pójściem na łowy i zaraz po powrocie. A tu wczoraj wieczorem, zupełnie cichaczem i niezauważenie, bo już czytałam książkę przed snem a mąż był jeszcze w łazience, zakradł się na nasze łóżko i umieścił na miejscu, w którym zazwyczaj leżą nogi mojego męża. To jego ulubione miejsce, ale w dzień a nie w nocy, więc nikt się go tam nie spodziewał o 23. Mąż wrócił, popatrzył, spytał czy ON dzisiaj z nami śpi, potwierdziłam, więc nogi męża powędrowały na moją stronę i już tam zostały do mniej więcej trzeciej, kiedy natura wezwała kota. Spać się nie dało, bo chociaż łóżko mam tzw. kingsajz, czyli naprawdę wielkie, to te nogi mojego męża na mojej stronie... no coś nie było tak. A poza tym on się bał przewracać z boku na bok, żeby nie obudzić kota! Ha ha!
Kot poszedł, przyszedł, umył się i wskoczył z powrotem w to samo miejsce. Nogi męża znowu powędrowały w moją stronę. I tak już do rana. Tak minęła nam pierwsza noc z kotem w łóżku.
środa, 14 grudnia 2011
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Nakarm psa
Jeżeli los naszych braci mniejszych nie jest ci obojętny, proszę wejdź na tę stronę:
Ściągnęłam ten link z bloga Kasi http://dobra-dobra.blogspot.com/
Klikając w niego możesz nakarmić psa przebywającego w schronisku dla zwierząt. Mnie się udało nakarmic Dziadzia, ale to niesłychane jak wiele psów już zostało nakarmionych dzięki tej akcji.
Jeżeli wam się uda, zapraszam do dzielenia się imionami psów które otrzymały dzięki wam pomoc.
Obcinanie
A wczoraj wieczorem to mój mąż obciął choinkę. Bo się okazało że zanim się ją wsadzi do stojaka, trzeba jej pieniek przyciąc tak około 3 cm, żeby pory choinki lepiej wchłaniały wodę. No a że tego nie zrobił zgodnie z instrukcją, to uznał że trzeba teraz, żeby choinka wytrzymała nam do świąt. No i właśnie wczoraj wieczorem zatrudniliśmy syna do trzymania choinki dwoma rękami, a mąż ciął piłką do drewna. Wyobrażacie sobie, trzymać ubraną kompletnie choinkę w powietrzu?
Na szczęście operacja się udała, strat nie było, choinka stoi jak stała, tylko do wody w której stoi dodałam środek na przedłużenie żywotności, taki jaki dodają do kwiatów ciętych. Bo choinkę należy traktować jak cięty kwiat. Tak wyczytałam.
Na szczęście operacja się udała, strat nie było, choinka stoi jak stała, tylko do wody w której stoi dodałam środek na przedłużenie żywotności, taki jaki dodają do kwiatów ciętych. Bo choinkę należy traktować jak cięty kwiat. Tak wyczytałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)