piątek, 25 listopada 2011
środa, 23 listopada 2011
Reisefieber
Jutro do Londynu! Denerwuję się strasznie. Właściwie to nie wiem czemu, przecież w wielu miejscach byłam, no ale na takiej gali to jeszcze nie. Zamartwiam się jak ja jutro dotrę do hotelu, czy wystarczy mi czasu na przygotowanie, czy moja sukienka będzie odpowiednia. Zamiast pracować, oglądam lekcje makijażu na youtubie i zastanawiam się czy paznokcie swoje czy może kupić sobie sztuczne. Bo moje nie wyrosły mi jeszcze tak jakbym chciała. A sztucznych nigdy nie miałam, ale siostra mnie gorąco namawia. W planach po pracy mam pójście do sklepu kosmetycznego dokupić to czego mi brakuje, czyli jakiś róż na policzki i pędzelek do pudru, ale nie wiem czy pójdę, może po prostu ukradnę córce.
Czuję się jak baba ze wsi która pierwszy raz wybiera się do miasta.
Czuję się jak baba ze wsi która pierwszy raz wybiera się do miasta.
poniedziałek, 21 listopada 2011
Dlaczego nie lubię poniedziałków
Już raz pisałam dlaczego nie lubię poniedziałków. Teraz mam jeszcze jeden powód który nie powinien był się zdarzyć, który nie powinien się zdarzać w ogóle. KAC.
Kupiłam w zeszłym tygodniu flaszkę dobrej whisky "na święta", kupiłam bo w promocji była. Żeby nie wypić przed świętami postanowiłam wozić ją w bagażniku samochodu, bo wiadomo, co z oczu to i z serca. Miała tam sobie jeździć do świąt i się mrozić. Miała. Bo na swoje nieszczęście dałąm mężowi prowadzić wczoraj, bo mi się nie chciało. No i on wyciągał rzeczy z bagażnika i zobaczył. Wyjął ukradkiem, a w domu z łobuzerskim użmiechem spytał czy wiem co ja w bagażniku miałam. No wiedziałam. No i oczywiście flaszka "pękła", to znaczy nie cała bo trudno w dwie godziny wypić 0,7 litra, ale ubyło dużo.
Pierwsza głupota - otworzenie butelki o ósmej wieczorem.
Druga głupota - wypicie trzech drinków przed snem.
Trzecia głupota - nażarcie się przed snem, bo po tych drinkach apetyt jakoś mi wzrósł w szalonym tempie.
Do tej listy głupot dopiszę jeszcze jedną, kardynalną i niewybaczalną - po jaką cholerę człowiek leczący się na wrzody żołądka czy dwunastnicy w ogóle sięga po alkohol? A to wszystko wina mojego męża, bo jakby nie znalazł toby nie przyniósł, a jakby nie przyniósł to byśmy nie wypili. A jakbyśmy nie wypili to dzisiaj obudziłabym się świeża jak skowronek a nie...
Ciężką miałam noc, bo się budziłam co chwilę, gorąco, zimno, pić, siku i tak na zmianę. A potem wyrzuty sumienia, że przecież człowiek dopiero co ze szpitala wyszedł, a co będzie jak mu się odnowi? A co ja zrobię jak mi się zrobi to samo? Przecież też jestem leczona na wrzody. Do pracy jakoś dotarłam bez problemu, glodna jestem cały dzień jak wilk, to normalne u mnie na kacu. Jeść, jeść i jeść. Najlepiej coś ciepłego. A teraz w dodatku zaczęła mnie boleć głowa. Nie normalnie na szczeście, tylko tak kacowo, czyli przy większym wysiłku czy gwałtowniejszym ruchu.
No i jeszcze za pięć minut mamy w biurze uroczystość uczczenia jakiejś-tam-pierwszej-nagrody, co wiązać się będzie z butelką szampana. No i jak siebie znam, to troszkę wypiję. Bo lubię, bo wypada, bo na kaca mi pomoże, tak myślę. A po pracy pójdę grać w badmintona, wypocę się, wybiegam i do domu dotrę w stanie używalności. No.
Kupiłam w zeszłym tygodniu flaszkę dobrej whisky "na święta", kupiłam bo w promocji była. Żeby nie wypić przed świętami postanowiłam wozić ją w bagażniku samochodu, bo wiadomo, co z oczu to i z serca. Miała tam sobie jeździć do świąt i się mrozić. Miała. Bo na swoje nieszczęście dałąm mężowi prowadzić wczoraj, bo mi się nie chciało. No i on wyciągał rzeczy z bagażnika i zobaczył. Wyjął ukradkiem, a w domu z łobuzerskim użmiechem spytał czy wiem co ja w bagażniku miałam. No wiedziałam. No i oczywiście flaszka "pękła", to znaczy nie cała bo trudno w dwie godziny wypić 0,7 litra, ale ubyło dużo.
Pierwsza głupota - otworzenie butelki o ósmej wieczorem.
Druga głupota - wypicie trzech drinków przed snem.
Trzecia głupota - nażarcie się przed snem, bo po tych drinkach apetyt jakoś mi wzrósł w szalonym tempie.
Do tej listy głupot dopiszę jeszcze jedną, kardynalną i niewybaczalną - po jaką cholerę człowiek leczący się na wrzody żołądka czy dwunastnicy w ogóle sięga po alkohol? A to wszystko wina mojego męża, bo jakby nie znalazł toby nie przyniósł, a jakby nie przyniósł to byśmy nie wypili. A jakbyśmy nie wypili to dzisiaj obudziłabym się świeża jak skowronek a nie...
Ciężką miałam noc, bo się budziłam co chwilę, gorąco, zimno, pić, siku i tak na zmianę. A potem wyrzuty sumienia, że przecież człowiek dopiero co ze szpitala wyszedł, a co będzie jak mu się odnowi? A co ja zrobię jak mi się zrobi to samo? Przecież też jestem leczona na wrzody. Do pracy jakoś dotarłam bez problemu, glodna jestem cały dzień jak wilk, to normalne u mnie na kacu. Jeść, jeść i jeść. Najlepiej coś ciepłego. A teraz w dodatku zaczęła mnie boleć głowa. Nie normalnie na szczeście, tylko tak kacowo, czyli przy większym wysiłku czy gwałtowniejszym ruchu.
No i jeszcze za pięć minut mamy w biurze uroczystość uczczenia jakiejś-tam-pierwszej-nagrody, co wiązać się będzie z butelką szampana. No i jak siebie znam, to troszkę wypiję. Bo lubię, bo wypada, bo na kaca mi pomoże, tak myślę. A po pracy pójdę grać w badmintona, wypocę się, wybiegam i do domu dotrę w stanie używalności. No.
Subskrybuj:
Posty (Atom)