piątek, 22 sierpnia 2014

Humor na piątek

Głodnemu, jak to mówią, chleb na myśli :-)
Wesołego czytania!

---------------
Idzie góralka brzegiem strumienia, a po drugiej stronie chłopaki.
- Ej Maryś, pójdź do nas!
- Nie pójdę bo mnie zgwałcicie!
- Ej, nie zgwałcimy!
- To po co ja tam pójdę?

---------------
Turystce pod Nowym Targiem zepsuł się samochód. Młody baca pomógł jej naprawić. Po naprawie zaproponowała zapłatę w naturze. Po fakcie rozmarzona turystka mówi do bacy:
- Baco! Wy chyba jesteście najlepszym kochankiem w okolicy!
- Eee, nie. Mój szwagier lepszy
- Dlaczego?
- Za młodych lat przelecielim wszystkie baby we wsi, a jak brakło to złapalim niedźwiedzicę w lesie i też żeśmy przelecieli.
- No i co?
- Potem przez rok szwagrowi miód przynosiła.

---------------
Żona, wracając do domu z zakupów, zastała swojego męża w łóżku z atrakcyjną osiemnastolatką. W momencie, gdy skończyła się pakować i chciała opuścić dom, mąż zatrzymał ją tymi słowami:
- Zanim wyjdziesz, chciałbym, żebyś posłuchała, jak do tego wszystkiego doszło. Gdy jechałem z pracy do domu autostradą w czasie wielkiej ulewy, zobaczyłem tę miłą dziewczynę, zmęczoną i przemoczoną. Zaoferowałem jej, że ją podwiozę. Ale gdy zorientowałem się, że była głodna i bez pieniędzy, przywiozłem ją do domu i przygotowałem jej posiłek, z tej pieczonej wołowiny, którą kiedyś kupiłem, a ty o niej zapomniałaś w lodówce. Na nogach miała bardzo zniszczone sandały, wiec dałem jej parę twoich dobrych butów, których nie nosisz, bo wyszły z mody. Było jej zimno, więc dałem jej sweter, który podarowałem ci na urodziny, a którego nigdy nie włożyłaś, bo kolor ci nie odpowiadał. Jej spodnie były bardzo zniszczone, wiec dałem jej parę twoich. Były jak nowe, ale dla ciebie już za małe. I w momencie, gdy ta dziewczyna już opuszczała nasz dom, zatrzymała się i zapytała: "Czy jest jeszcze coś, czego twoja żona już nie używa?"

---------------
Facet wrócił z nocnego lokalu ze striptizem tak naładowany, że już w przedpokoju wyskoczył z ciuchów, wpadł do sypialni, szczupakiem do łóżka... Gdy skończył, pić mu się naturalną koleją rzeczy z wyczerpania zachciało, idzie do kuchni, a tam żona czyta Przyjaciółkę...
Facet z obłędem w oczach w tył zwrot, wpada do sypialni, zapala światło, a tam teściowa w łóżku...
- To ja przed chwilą tu z mamusią?! - jąka się facet.
- Owszem - odpowiada mamuśka z zadowoloną miną poprawiając fryzurę.
- TO DLACZEGO MAMA NIC NIE MÓWIŁA?!
- Przecież ze sobą nie rozmawiamy.

---------------
- Mamo, mamo!
- Co, synku?
- W moim łóżku jest potwór!
- Co żeś sobie z dyskoteki przyprowadził, to masz...

Wesołego Weekendu!!!




czwartek, 21 sierpnia 2014

Dla wszystkich zmartwionych

Może to Was pocieszy choć troszkę:



"Oto mała piosenka, którą napisałem
Może zechcesz ją zaśpiewać, słowo w słowo
Nie martw się, bądź szczęśliwy
W każdym życiu są jakieś problemy
Kiedy się martwisz, tylko je podwajasz
Nie martw się, bądź szczęśliwy

Nie martw się, bądź już szczęśliwy
Nie martw się
Bądź szczęśliwy
Nie martw się, bądź szczęśliwy
Nie martw się
Bądź szczęśliwy
Nie martw się, bądź szczęśliwy

Nie masz gdzie położyć głowy
Ktoś przyszedł i położył się w twoim łóżku
Nie martw się, bądź szczęśliwy
Właściciel mówi, że spóźniasz się z czynszem
Może cię podać do sądu
Nie martw się, bądź szczęśliwy

Spójrz na mnie, ja jestem szczęśliwy
Nie martw się
Bądź szczęśliwy
Masz, dam ci swój numer
Kiedy będziesz zmartwiony, zadzwoń
A ja cię uszczęśliwię
Nie martw się, bądź szczęśliwy

Nie masz kasy, nie masz stylu
Nie masz dziewczyny, która by cię pocieszyła
Ale nie martw się, bądź szczęśliwy
Bo kiedy się martwisz
Masz okropny grymas na twarzy
I to wszystkich dobija
Więc nie martw się, bądź szczęśliwy

Nie martw się, bądź już szczęśliwy
Nie martw się
Bądź szczęśliwy
Nie martw się, bądź szczęśliwy
Nie martw się
Bądź szczęśliwy
Nie martw się, bądź szczęśliwy
Nie martw się, nie martw się, nie rób tego, bądź szczęśliwy
Uśmiechnij się
Nie dobijaj tak wszystkich
Nie martw się, to wkrótce przejdzie
Cokolwiek to jest
Nie martw się, bądź szczęśliwy

Ja się nie martwię
ja jestem szczęśliwy..."

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Wojna spirytusowa

W zeszłym roku nie miałam ani czasu ani chęci na zabawy spirytusowe, swą alkoholową chuć zaspokajałam więc wymyślnymi drinkami typu Jack Daniels i Diet Coke albo jakiś inny Captain Morgan. Nie wspomnę czerwonego wina, po którym tylko mnie głowa boli i inne sensacje... Dobra dobra, bo jeszcze pomyślicie że jestem jakąś alkoholiczką :-) W każdym razie, niedawno pokazałam Wam moje krzaczki owocowe. Poza malinami już nic na nich nie ma. Wszystko objedzone i oberwane. No to co ja tam wtedy pisałam? Że będą naleweczki :-) No i są, już się kiszą. I przyznam szczerze że nie wiem czy by mi się chciało inwestować gdyby synek nie obiecał przywieźć z Polski paru butelek spirytusu, bo tutaj ciężko dostać, jak już to taki młodzieżowy 70-parę procent, a kosztuje jak trzy butelki wódki. No i przywiozło kochane dziecko, przywiozło spirytusik dla mamusi i jeszcze coś czego się nie spodziewałam - prezencik od babuni :-)
Mamusia moja podarowała mi bowiem pięciolitrowy bukłaczek naleweczki z aronii którą to zalała pięć (!) lat temu, położyła gdzieś w kącie i zapomniała, na szczęście nie na wieki choć mało brakowało, bo znalazła przy odsuwaniu mebli. Jeszcze nie odcedzona, z owocami. Mocy to ta nalewka zbyt dużej nie miała, ale pyszniutka była, nie powiem. A może to tak się tylko wydaje, bo faktycznie, łykało sie jak miodzik, a dopiero po chwili czuć było moc, że tak powiem - wewnętrznie, czyli od trzewii czy innych przełyków. Trzy godziny filtrowałam! Dolałam procentów, które specjalnie na tę okazję zakupiłam w ilościach hurtowych 1-litrowych plus odrobinkę spirytusu, tak żeby rozrzedzić a żeby pyska nie kręciło, no i żeby na wszystkie nalewki wystarczyło rzecz jasna. Po trzykrotnym filtrowaniu uznałam że nalewka nadaje się już ewentualnie do spożycia, w końcu pięcioletnia! Ale coby się procenty przeżarły buteleczki zostały zamknięte, opieczętowane i schowane na dnie szafy. Niech se stoją aż do zimy, będą lepsze. A jak trza będzie to się jeszcze raz przefiltruje i będzie git. Owoce poszły do zamrażarki, oczywiście nie zamarzły bo alkohol nie zamarza, ale myślę że jeszcze będzie je można wykorzystać z raz do bardziej wytrawnej naleweczki.
No a co z pozostałymi?
No to mamy jeszcze nalewkę malinową, z białej porzeczki, z czarnej porzeczki. Tylko w tym roku postanowiłam zaszaleć i nie trzymać zupełnie proporcji. Dotyczy to praktycznie każdej nalewki. I każdą owocową robiłam w podobny sposób, czyli zasypywałam owoce cukrem, w różnej ilości, jak uznałam za stosowne, tak postały kilka dni aż puściły sok. Z malinami poszło najszybciej, wiadomo. Czarna porzeczka stała w cukrze tylko dwa dni, biała chyba z tydzień.  W każdym razie, jak już owoce popuszczały sok to dolałam wódeczki w dowolnej ilości, dolałam sprawiedliwie spirytusu, dorzuciłam do każdego słoja po kawałku kory cynamonowej (a co, nie można?) i zakręciłam. I tak sobie co jakiś czas potrząsam. W planach mam dorzucić jeszcze laskę wanilii do którejś nalewki ale nie wiem do której, za jakiś czas otworzę każdą i spróbuję to wtedy zadecyduję czy i do której. Może jeszcze tak połowę cytryny na przykład do tej z czarnej porzeczki? Nie mam z tym problemu, robienie nalewek to długotrwały proces i można się bawić. Tak uważam.
Najnowszy ostatnio-weekendowy wynalazek, czyli nalewka z mięty, melisy i lubczyku. Robiłam taką dwa lata temu i pyszna była, jak lekarstwo :-) Ziołowa nalewka nie ma w ogóle cukru, tylko liście zalane wódką. Miałam na ten cel zachowane jeszcze pół butelki spirytusu, bo wiadomo, jak lekarstwo to swoją moc mieć musi, ale córka mi ukradła, bo chciała pokazać koleżance, bo wiadomo, takich tutaj nie mają, a jak już pokazała to się napiły samymi oparami i musiały dokończyć to co zostało w butelce. W zemście zabrałam jej z wieszaka 3 ulubione sukienki i powiedziałam że oddam jak dostanę moje pół butelki spirytusu z powrotem. Taka matka jestem! Jak wojna to wojna!