No nie lubię tych kotów wcale, denerwują mnie, oszaleć z nimi można. Tylko brudzą, hałasują i spać nie dają. Duży to jeszcze ujdzie, zje, idzie się poszlajać, wraca, śpi, na kolana nie włazi, na łóżku ma swój kącik. Ale ta mała to już skaranie boskie. Sofa cała podrapana, dopiero dwa lata ma, a wygląda jakby miała dziesięć. Żre wszystko co widzi, robi kupy na potęgę i w dodatku pierdzi że tylko uciekać! Cały dom w śmieciach, papierki jakieś, wszędzie pudełka, szczury... I jeszcze do kwiatka się dorwała, tego najdelikatniejszego, do którego dostępu nie ma... a raczej nie było. Zaraza jedna, a jak mi na kolana wskakuje to zawsze, ale to zawsze wbije pazury, och jak to boli, no przecież wbija mi te pazury aż do kości!
Że co, że na rękach ją trzymam cały czas? A co mam zrobić jak sama włazi na ręce, no stoi tak stoi i paczy to jak nie wziąć? No na ramię mi też wskakuje, szczególnie jak gram na komputerze, lubi sobie tam posiedzieć. I tak fajnie gania za myszką po monitorze! Paczka dzisiaj przyszła to jej dałem to pudełko, zobacz jak fajnie się bawi! A tamto drugie to jest po chusteczkach do nosa, jeszcze fajniejsze, z dziurką i ona w tę dziurkę wrzuca papierki po czekoladkach i sobie wyciąga. No masz tu jeszcze jeden papierek, masz! Widzisz? Fajnie się bawi, no nie? Czekaj czekaj, daj aparat, szybko, bo zaraz skończy! OK, udało się, ze trzydzieści zdjęć zrobiłem i dwa filmy! No coś się zawsze wybierze. Patrz, patrz, jak się ganiają, ja nie mogę, najpierw on ją potem ona jego, no zagryzie ją zaraz, zrób coś! Ciężko zaakceptować te zabawy ale chyba jednak nie robią sobie krzywdy, prawda? Och, zmęczyły się kotki, patrz, duży już padł i leży na parapecie. No chodź tu maleńka, chodź do mnie na rączki, gdzie ci się będzie lepiej spało niż u mnie? Co? Nie dawaj tego telewizora głośniej bo kotka obudzisz....
Jak to jest że mężczyźni FCALE TYCH KOTUF NIE LUBIOM????
wtorek, 5 lutego 2013
sobota, 2 lutego 2013
środa, 30 stycznia 2013
Piąta rano
Ja już nie mogę z tymi kotami! To znaczy z tą jedną kotką, kiciusią, serduszkiem moim śliczniusim Migusią cholerną! Człowiek ma nastawiony budzik na szóstą trzydzieści rano żeby się pozbierać do pracy, a już od piątej tylko słychać "mrrrrwrrrr" "mrrrrrrrchrrrrwrrrr" i skacze ci toto po poduszce. Ja udaję że śpię, ale mąż nie wytrzymuje i bierze totego za fraki i z poduszki. No więc toto wchodzi mi pod kołdrę, przytula się do mojego brzucha i tak śpimy... dziesięć minut. Piąta dziesięć - łup łup, szur szur i rozpoczyna się toczenie czegoś tam po podłodze. Coś tam wydaje się być dziesięciotonowym głazem, no nie dam rady, ten odgłos wwierca mi się do mózgu. Zapalam lampkę i zabieram z podłogi... wsuwkę do włosów którą Migusia sprytnie wysunęła z kosmetyczki. Ufff, można spać dalej.
Nagle tup tup i znowu "mrrrrwrrrrmrrrr" "mrrrrrrrchrrrrwrrrr" i małe łapki po poduszce. Mąż za kota, kot ląduje w nogach łóżka. Ale przecież nie można tak siedzieć bezczynnie - tupu tupu tup i już Migusia jest z powrotem. Udaję że śpię, niech sobie skacze, niech się rzucana niewidzialnego wroga ukrytego pod kołdrą, tyle zniosę, żeby tylko nie hałasowała! Nagle łup, brzdęk i diabełek już jest na parapecie, oczywiście po drodze zaliczając kaloryfer. Ufff, to niech sobie siedzi.
..... Bum, łup, szssszzzzsssszst sztssszzstsss - cholera jasna! Kto zostawił reklamówkę na podłodze? Półprzytomna wstaję, zabieram reklamówkę którą nieopatrznie zostawiłam w torebce a torebki nie zamknęłam, wrrrrrr... szósta rano! Wyrzucam na korytarz szczurka z którym Migusia tak dzielnie walczyła, ona za szczurkiem, ja do łóżka, mam przecież jeszcze pół godziny. Niech sobie walczy ze szczurkiem na schodach! Ooooo, błogi spokoju...
"Mrrrrwrrrrmrrrr" "mrrrrrrrchrrrrwrrrr" i coś ociera mi się o rękę. No ja nie mogę, szósta dwadzieścia, moje cenne dziesięć minut drzemki! Nie wstaję, nie ma takiej możliwości! Zamykam oczy, wyłączam umysł...
"Trrrrrrrrr trrrrrrrrr trrrrrrrrr" - cholerny budzik! Szósta trzydzieści.
I tak siedem dni w tygodniu. A ja myślałam że to Tiguś jest upierdliwy.
Nagle tup tup i znowu "mrrrrwrrrrmrrrr" "mrrrrrrrchrrrrwrrrr" i małe łapki po poduszce. Mąż za kota, kot ląduje w nogach łóżka. Ale przecież nie można tak siedzieć bezczynnie - tupu tupu tup i już Migusia jest z powrotem. Udaję że śpię, niech sobie skacze, niech się rzucana niewidzialnego wroga ukrytego pod kołdrą, tyle zniosę, żeby tylko nie hałasowała! Nagle łup, brzdęk i diabełek już jest na parapecie, oczywiście po drodze zaliczając kaloryfer. Ufff, to niech sobie siedzi.
..... Bum, łup, szssszzzzsssszst sztssszzstsss - cholera jasna! Kto zostawił reklamówkę na podłodze? Półprzytomna wstaję, zabieram reklamówkę którą nieopatrznie zostawiłam w torebce a torebki nie zamknęłam, wrrrrrr... szósta rano! Wyrzucam na korytarz szczurka z którym Migusia tak dzielnie walczyła, ona za szczurkiem, ja do łóżka, mam przecież jeszcze pół godziny. Niech sobie walczy ze szczurkiem na schodach! Ooooo, błogi spokoju...
"Mrrrrwrrrrmrrrr" "mrrrrrrrchrrrrwrrrr" i coś ociera mi się o rękę. No ja nie mogę, szósta dwadzieścia, moje cenne dziesięć minut drzemki! Nie wstaję, nie ma takiej możliwości! Zamykam oczy, wyłączam umysł...
"Trrrrrrrrr trrrrrrrrr trrrrrrrrr" - cholerny budzik! Szósta trzydzieści.
I tak siedem dni w tygodniu. A ja myślałam że to Tiguś jest upierdliwy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)